Czwartkowy szlak – Dobrzyń Nad Wisłą

Godzina jedenasta trzydzieści, dzień wolny, do głowy wpada myśl – pora na rower. Wyglądam za okno, prognozuję niczym meteorolog. Z wstępnych obserwacji wynika, że Chmury zasłaniają zdecydowaną większość nieba, a temperatura oscyluje w okolicy dwudziestu pięciu kresek. Chwila zwątpienia.. W planach kilka innych rzeczy, mógłbym się przecież ogolić, ale przecież dawno nie jeździłem. Chwilowy miszmasz myślowy. Jak jechać to gdzie? Przeważnie tak mam, że lubię odkrywać coraz to nowsze szlaki albo chociaż modyfikować wcześniejsze i jeździć tam gdzie jeszcze nie byłem. Ogranicza mnie tylko własna wyobraźnia i czas.. Tak czas, trzy i pół godzinki gotowe do zagospodarowania w moim harmonogramie. Hmm nie może być więcej niż czterdzieści kilometrów w jedna stronę bo przecież trzeba jeszcze wrócić! Pierwsza myśl Lipno. Włączam Google map trasa przez tamę to jakieś trzydzieści km. Idealnie, w sam raz. Zaczynam się ubierać, pakuję niezbędne akcesoria i w drogę.. Rower jeszcze czyściutki, lśniący po ostatnim czyszczeniu i smarowaniu, zapowiada się świetnie. 

 

Pierwsze kilometry jechało się świetnie gdyby nie światła, przez trasę królowej Jadwigi byłoby wybornie. Wyczułem podstęp bo nawet pod górkę poszło lekko. No tak jest z wiatrem, czyli z powrotem będzie gorzej.

Po około dwudziestu minutach jestem na tamie. Kilka aut na parkingu i osób spoglądających na zalew włocławski. W sam raz na postój. Widok na drugą stronę Wisły jest tutaj na tyle ciekawy, że pozwoliłem sobie cyknąć kilka fotek.

zalew włocławski zalew włocławski nr 2 zalew włocławski tablica informacyjna

No nic jadę dalej, przede mną górka i to nie byle jaka, w okolicach Włocławka, jedna z… Jak nie najbardziej wymagająca. No cóż trzeba wspiąć się na drugą stronę tamy w kierunku Kulina. O dziwo i ten fragment przebyłem lżej niż zwykle. Swoją drogą polecam to wzniesienie osobą które chcą potrenować, jak już się uda to zakwasy na drugi dzień murowane.

Dalej to już cały czas prosto przez Szpetal Górny i objazd. Skręcam w prawo, widzę znak Dobrzyń nad Wisłą 18km. No cóż może być i Dobrzyń, Lipno będzie następnym razem. Średnia prędkość na tym odcinku przyzwoita, łyk wody i ostro w pedał. Zdjęć nie mam za dużo, ale to głownie przez deszcz, który zaczął padać w drodze powrotnej. Na miejscu udało się zrobić tylko jedną fotkę pomniku w centrum miejscowości.

950 lecie miejscowości

W momencie wyjazdu powrotnego zaczął padać ulewny deszcz. Z racji, że burzy nie było schowałem się pod drzewem licząc, że zaraz minie, a kierowcy choć trochę zwolnią widząc mnie przy drodze. Niestety to była złudna nadzieja po dwudziestu minutach zrezygnowałem, byłem umówiony, a wszystko wskazywało na to, że także spóźniony, zresztą może tak lać przez resztę dnia. Na domiar złego, w tym momencie nie wznowiłem endomondo. Statystyki na tym etapie były następujące:

trasa endomondo dobrzyń nad wisłąZwróćcie uwagę na jeden szczegół powyżej. Opady śniegu?! Chyba w aplikacji wkradł się mały błąd… Finalnie trasa wyniosła 62 km, a w godzinkę przejechałem niecałe dwadzieścia osiem kilometrów co dało najlepszy rezultat tego sezonu. Rower niestety znowu do czyszczenia. Zastanawia mnie jedna kwestia. Kiedy odpadła mi tylna lampka. Na zdjęciach z tamy jeszcze jest.

 

Podziel się, jeśli chcesz:
0